Got a hold on me

środa, 26 marca 2014

Część 2



Narrator

Wszystko szło zgodnie z planem i 30 marca cała trójka żegnana przez najbliższych odleciała samolotem. Mieli przed sobą kilkanaście godzin lotu, Paweł po godzinie zasnął, dziewczyny trajkotały w najlepsze, ale w końcu stwierdziły, że sen dobrze im zrobi, bo ‘jet lag’* da im się ostro we znaki. Wylądowali w Tulsie, skąd musieli dostać się autobusem do Sand Springs – małego miasteczka 7 mil od Tulsy czyli ok 11 km. Zmęczeni do granic dotarli pod budynek, w którym było mieszkanie ciotki. Blok był bardzo ładny, nowoczesny, wtargali bagaże na pierwsze piętro i Paweł otworzył drzwi. Dziewczyny zaczęły skakać jak wściekłe! Mieszkanie było piękne, choć niewielkie. Od wejścia z małego korytarza wchodziło się w lewo do kuchni, drugie drzwi, to mniejszy pokój z ogromnym balkonem, na wprost była łazienka, a w prawo naprzeciwko drzwi do mniejszego pokoju był drugi, całkiem spory pokój. Widać było, że ciotce służył za salon. Od początku było umówione, że Ola i Pola będą spały w mniejszym pokoju, Paweł bez problemu zgodził się spać w „salonie”, bo nie było chyba na świecie rzeczy, jakiej by dla Poli nie zrobił. Jakież było zdziwienie całej trójki, gdy okazało się, że mają do dyspozycji ciocine auto. Oczywiście nie na co dzień, ale od święta bądź - jak to sama ciocia napisała - od imprezy. Nagle zmęczenie odeszło, dziewczyny koniecznie chciały zobaczyć okolicę. Niewysokie bloki, tak 2-3 piętrowe, zielono, tzn. nie w marcu, ale na pewno będzie zielono. Rozmawiały o nowej uczelni. Chciały się jakoś nastroić. Nie było jednak na to dużo czasu, bo za dwa dni mieli już wszyscy troje zacząć zajęcia. Pola - psychologia, Paweł - stosunki międzynarodowe, Ola – zarządzanie zasobami ludzkimi.

Pierwszy miesiąc upłynął na nauce, poznawaniu nowych ludzi i ogólnemu zaaklimatyzowaniu. Było na Uniwersytecie kilkoro Polaków, ale Amerykanie też przyjęli ich bardzo miło. W maju ekipa była już dość zgrana. Podobało im się, że często po zajęciach szło się na kawę lub obiad, a w weekendy były imprezy. Jak było chłodno, to w klubie, ale teraz popularne zrobiły się tzw. barbecue. Praktycznie w każdą sobotę coś się działo. Imprezy były duże, każdy coś ze sobą przynosił, nie tyle picie i jedzenie, co kolejnych znajomych. Było to naturalne i nawet nie trzeba było pytać gospodarzy o zdanie. Ich też zapraszano. Zazwyczaj chodziły Ola z Polą, czasami towarzyszył im Paweł.

Ola 

Na początku czerwca w sobotę bawiłyśmy się z Polą na jednej z imprez typu barbecue. Akurat w naszym miasteczku i to całkiem niedaleko. Jedni ludzie wchodzili, drudzy wychodzili, co chwilę poznawało się nowych bądź rozmawiało z kimś innym. Stałam akurat w salonie jedząc sałatkę i gdy chciałam wtrącić się w dyskusję zakrztusiłam się niemiłosiernie. Nie mogłam złapać tchu, leciały łzy, ruszałam ustami jak ryba. Osoby, z którymi stałam zamilkły, próbowały pomóc, klepały mnie po plecach, a mi wcale nie przechodziło. Widziałam przerażenie w ich oczach, nie wiedzieli, co robić, gdy nagle znalazł się przede mną kubek z wodą. Chwyciłam jak ostatnią deskę ratunku i przez chwilę zdążyłam tylko zobaczyć niebieskie oczy chłopaka. Wypiłam łyk wody, potem drugi, zaczęło mi przechodzić. Wyszłam na powietrze, usiadłam, wytarłam twarz serwetką przyniesioną przez Polę.
- „Oszalałaś? Czemu mnie straszysz?” - napadła na mnie.
- „Przecież nie zrobiłam tego specjalnie, daj mi odsapnąć.” - zostawiła mnie samą.
Uspokoiłam się i wróciłam, gdy poleciał jeden z moich ulubionych utworów. Postanowiłam coś w końcu zjeść i nie mówić przy tym ani słowa. Stanęłam przy szwedzkim stole, gdy usłyszałam za sobą głos.
- „Wszystko w porządku?” - odwróciłam się widząc wysokiego blondyna i... te oczy.
- „Tak, dzięki. To Ty podałeś mi wodę?” - chłopak skinął głową i dodał:
- „I właśnie widzę, że zamierzasz jeść, to lepiej Cię popilnuję. Jestem Tay.” - wyciągnął dłoń.
- „Ola. I w takim razie dziękuję za uratowanie mi życia.”
- „Cała przyjemność po mojej stronie.” - rzekł i uśmiechnął się tak, że zapomniałam języka w gębie. – „Skąd jesteś?”
- „Aż tak to słychać?”
- „Yhm... Chociaż imię też trochę powiedziało.”
Opowiedziałam więc, skąd się tu wzięłam i dlaczego. Na takie samo pytanie w jego kierunku odpowiedział "miejscowy" związany z logistyką i zarządzaniem. Zrobiło się koło nas tłoczno, niektórzy śmiali się ze mnie ostrzegając, żebym nic nie jadła. Tay gdzieś poszedł i nie spotkałam go już do końca imprezy.

Kilka dni później Pola opowiadała coś o swoim doktorku, ale ja miałam przed sobą tylko te niebieskie oczy.
- „Ola!”
- „Co?”
- „Słuchasz mnie?”
- „Nie.”
- „Dziękuję.”
- „Proszę.” - cały czas się uśmiechałam.
- „Co jest? O czym myślisz?”
- „Nie o czym, a o kim!” - Pola wybałuszyła oczy – „Zaintrygował mnie ten gość z imprezy.”
- „Który?”
- „No ten, co to mi niby życie uratował.”
- „Aaa, ten! Nawet nie wiem, jak on wygląda.”
- „Ja w sumie pamiętam najbardziej te oczy.”
- „Ładne?”
- „Uhm... Takie magnetyczne”. - Pola zaniechała już opowiadania o doktorku, więc mogłam się zająć bujaniem we własnych myślach. Tylko nie wiem czemu to robiłam? Nigdy nie ulegałam urokom osobistym facetów przy pierwszym poznaniu. Ale tym razem coś mnie w tym chłopaku zaciekawiło. W sumie Sand Springs dość małe miasteczko, może dane mi go będzie jeszcze spotkać?

*jet lag – zmęczenie spowodowane zmianą stref czasowych

17 komentarzy:

  1. Mówi się, ze jeśli ktoś uratuje nam życie, to ono należy już do niego...
    Piękne, jestem ciekawa co dalej, a piosenka super :) ale Ty to wiesz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania! Zapomniałam o tym! Ale teraz jeszcze bardziej mi to pasuje do historii :P

      Usuń
    2. :) fajne :) i czekam co będzie dalej :)

      Usuń
    3. czytam to i mam taaaaaaaaaaaaaaki uśmiech na buzi :) uwielbiam ich :) gdzie mój Zac, pewnie sie zjawi, ide go szukać :)

      Usuń
  2. Jestem Tay.... uuuuu ... wyobraźnia działa. No i te oczy niebieskie - magnetyczne. Też jestem ciekawa dalszych części.
    To jest moje pierwsze opowiadanie, które czytam i mogę się tym delektować. Wszystkie inne opowiadania musiałam nadrabiać /albo nadal nadrabiam/, żeby dotrzeć do bieżącej części.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo ma te magnetyczne oczy, ma... No to cieszę się, że jesteś i będziesz (?) na bieżąco :)

      Usuń
  3. Super kochana, no i pojawia nam się w końcu przystojniak, ahhh piękne spotkanie!!! Całuję :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne? Ja bym to raczej ujęła w kategorii "śmieszne". Hehe!

      Usuń
    2. Jak najbardziej śmieszne! Ale takie "początki" są właśnie najpiękniejsze! Nie jak ktoś się spotka w supermarkecie i walnie "Cię" wózkiem i rozwali zakupy tylko jak właśnie na dzień dobry uratuje Ci życie i to jest właśnie piękne!!! No a cała otoczka jak najbardziej przy tym zabawna :P

      Usuń
    3. Nawet nie wiesz, jak to miło czytać takie zdanie, dzięki!

      Usuń
  4. No i pojawił się rycerz bez konia ale za to o pięknych niebieskich i magnetycznych oczach i uratował życie pięknej Oli :D Fajnie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jak to napisała Ania, jej życie należy do niego...

      Usuń
  5. Aż mi się zachciało wrócic na studia:) i poznać kogoś o niebieskich oczach :) i mięć takiego brata:) przyjaciółka też chyba fajna:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyjaciółka najfajniejsza! I ma dużą rolę w tym opowiadaniu. Ech, brata, to ja zawsze chciałam mieć i to właśnie starszego :)

    OdpowiedzUsuń
  7. jak Ania wcześniej napisała "Mówi się, ze jeśli ktoś uratuje nam życie, to ono należy już do niego..." oby tak było... te oczy były aż tak baaaardzo magnetyczne, że sobie nie mogła ich wybić z głowy ? ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow jak w bajce. Książe ratuje księżniczkę i jako nagrodę dostaje jej serce.
    Super

    OdpowiedzUsuń
  9. Jest i On... Tu historia się zaczyna��

    OdpowiedzUsuń